Refleksje nad „Niech milczą w kościołach”

Drodzy!

W roku 2011 udało mi się wydać książkę pod tytułem „Niech milczą w kościołach”. Słowa „udało się” są nawiązaniem do stylu służby, jaką się zajmuję, która nie daje mi zbyt wiele czasu na pracę pisarską. Z drugiej strony wciąż marzę o kolejnych tytułach i nie odpuszczam nadziei, że dane mi będzie je zrealizować. W obrębie tematu dotyczącego pozycji i służby kobiet w kościele jestem przekonany, że wręcz muszą ukazać się kolejne tytuły stanowiące łącznie czteroczęściową serię. Następne będą zatytułowane w sposób nawiązujący do pierwszej książki, czyli „Niech nie nauczają”, „Niech nie przewodzą” i „Niech się nakrywają”.

Żeby z góry rozwiać niepotrzebne domysły podkreślę, że tytuły są śladem pierwszego przekorne i stanowią kwintesencję przeogromnego kontrowersyjnego problemu.

Z niedowierzaniem przyjąłem w poczet komentarzy opinię dr Elżbiety Stawnickiej-Zwiahel – będącej jednocześnie gorącą chrześcijanką i wykładowcą filozofii – której fragment brzmi następująco; „Jest to świetna rozprawka filozoficzna na bazie biblijnego tekstu z konsekwentnie przeprowadzoną logiką wywodu, który powala mocą prawdy. Uważny czytelnik podąża po śladach jak detektyw z lupą, by odkryć wraz z prowadzącym absurdalność wniosków, do jakich doszli uprzedzeni teolodzy interpretując dwa fragmenty Biblii: kluczowy dla tej rozprawy (I Kor. 14:34-38) … w sposób, który zablokował przeszło połowę (kobiet jest chyba więcej w kościołach niż mężczyzn?) potencjału intelektualno-duchowego w Kościele”.

Jeden z moich przyjaciół powiedział, że nawet nie weźmie tej książki do ręki, ponieważ nie zgadza się z przywództwem kobiet. Drugi nie zgadza się z nauczycielską służbą kobiet, więc również jej nie przeczyta. Umiem pozostawać w przyjaźni i relacji z ludźmi o odmiennych poglądach, dlatego dalej z nimi współpracuję. Jednak po pewnym czasie w końcu dotarłem do tego drugiego z wyjaśnieniem, że moja książka z całą konsekwencją omija kwestię nauczania oraz przywództwa kobiet. Zapewniłem go, że z premedytacją podjąłem się tylko i wyłącznie rozprawy na temat jednego z głównych i zapewne pierwszego kamienia milowego w temacie kobiet w kościele, mianowicie kwestią odzywania się w ogóle w oparciu o trudny fragment z I Kor.14:34-38. Mój przyjaciel przeczytał więc tą książkę i stwierdził, że podobała mu się a nawet że się z nią zgadza. Jego poglądy na dalsze kwestie nie uległy zmianie, jednak w zakresie przerabianym w tej książce przyznał mi rację.

Dla jasności przedstawię ważny dla mnie algorytm interpretowania biblijnego tekstu. Zgadnie z wieloma wskazaniami Pisma Świętego żadne Słowo ani nawet najmniejsza kreska w biblijnym tekście nie może być rozwiązana, unieważniona, zdelegalizowana czy spłycona. To oczywiste dla poważnych nauczycieli Biblii. Czasami jednak chrześcijanie nie do końca wiedzą, co zrobić z tekstem trudnym do zrealizowania lub zinterpretowania w kontekście współczesnych warunków. Pojawia się wówczas pokusa stwierdzenia, że tekst jest historyczny i kulturowo nieadekwatny. Otóż, nauczyłem się wierzyć, że tekst brzmiący dla kogoś nieadekwatnie jest raczej tekstem ze zgubionym przez niego przesłaniem. Słowo Boże jest żywe i przetrwa tą ziemię, więc nie straci swojego przesłania i nie potknie się a jakąś doraźną kulturę. To raczej my możemy się potknąć w interpretowaniu jego adekwatności. Sumując wierzę, że przerabiane przeze mnie zagadnienia i teksty zmierzają w kierunku odzyskania utraconego przesłania, a nie ich zdelegalizowania. Z przyjemnością podzielę się więc tym, co wierzę że Bóg mówi do nas w tych najtrudniejszych biblijnych tekstach związanych ze służbą kobiet.

Oczywista pozostanie dla mnie prawda, że nieprzekonanych nie przekonają najbardziej przekonywujące wywody, które dla kolejnych mogą okazać się w ogóle nieprzekonywujące.

Chociaż kierunek w napisanej książce jest jasny i dobitny i taki też będzie w kolejnych, nie chciałbym sugerować, że „wiem lepiej”. Po prostu dzielę się częścią swojego życia i służę tym, którzy zechcą z tej służby skorzystać.

Ostatnie refleksje; treść książki „Niech milczą w kościołach” oraz tych, które wyjdą są owocem długich lat moich osobistych oczekiwań na wnioski. Praktycznie od dzieciństwa otoczony byłem chrześcijanami, którzy od czasu do czasu przy okazji pojawienia się w kościele kobiet przed mikrofonem debatowali, czy jest to odpowiednie. Kiedy więc publicznie występowały niewiasty, zawsze towarzyszył temu jakiś usprawiedliwiający kontekst. Było więc oczywiste, że sytuacja nie jest to jednoznaczna i taką też była dla wielu napotkanych w moim życiu. Byłbym gotów traktować te kontrowersje jak mary z mojego dzieciństwa gdyby nie fakt, że one nie chcą pozostać w przeszłości. Wręcz progresywnie ogarniają co raz to nowe przestrzenie pojawiając się niczym bumerang jako wiecznie nieujednolicona kwestia. Że tak powiem, mam tego dość. W poczuciu odpowiedzialności za tą kwestię zapraszam do zapoznania się z ww. książką oraz modlitwy o siłę do napisania kolejnych, jeśli ta okaże się dla Ciebie błogosławieństwem!

Niech Bóg Cię błogosławi!

Jerzy Przeradowski

https://www.facebook.com/niechmilczawkosciolach/